Jesienna chandro żegnaj!

piątek, 12 października 2018

in

Jesienna chandra dopadła i mnie. Nigdy się nie spodziewałam, że poczuję to na własnej skórze. Kiedyś gdy ktoś mówił, że nic mu się nie chce, bo jesień... szaro i ponuro to myślałam sobie skrycie "co za leń, co za marudzenie!" :P
Tymczasem sama znalazłam się na takim etapie gdzie otwieram oczy rano i już mi się nie chce NIC. Słoneczne dni jeszcze nie są takie najgorsze, ale kiedy tylko robi się pochmurno, to ja od razu podłamuję się wewnętrznie - nawet nie wiem czemu. Bardzo nie lubię tego stanu, sama go właściwie do końca nie rozumiem, ale to nie jest tak, że nie chcę tego zmienić. 
Dziś zaświeciło słońce i przeczytałam pewien bardzo ciekawy tekst, który zmotywował mnie tak bardzo, że podniosłam się z łóżka w kilka chwil - zadzwoniłam do przyjaciółki z informacją 
" TAK NIE MOŻE BYĆ OLA, ROBIMY ZDJĘCIA, KONIEC LENISTWA" 

Tekst o którym piszę to dzieło Alicji z bloga 
i choć nie znam jej osobiście to jej teksty działają na mnie tak intensywnie, że dziś zdaje sobie sprawę, że zawdzięczam jej kilka bardzo ważnych zmian w moim życiu. Alicja na swoim blogu porusza wiele ciekawych tematów, ale to jedyna osoba, która z niezwykłą lekkością pisze o samorozwoju na wielu płaszczyznach. Z jej wpisów płynie szczerość, która dziś już na blogach nie jest tak oczywista i często spotykana - może to dlatego akurat jej teksty dają mi tyle siły? 
Jeśli jej nie obserwujecie to koniecznie do niej zajrzyjcie a wsiąkniecie, obiecuje! 
 Jeśli potrzebujecie inspiracji, siły i motywacji -  to podałam Wam miejsce gdzie znajdziecie jej pod dostatkiem!
Tymczasem ja biorę długopis w dłoń i zaczynam planować najbliższy tydzień...
Miłego dnia!









Soniczne szczoteczki do zębów MERIDEN

czwartek, 6 września 2018

in

Ponad miesiąc temu zdecydowałam się wreszcie na zakup nowych szczoteczek do zębów dla całej rodziny. Do tej pory  z mężem używaliśmy szczoteczek elektrycznych, a synek miał swoją manualną i o ile nasze nie były najgorsze to jednak nie zachwycały, ja uwielbiam efekt perfekcyjnie gładkich zębów, dlatego mimo codziennej higieny ust - raz ja jakiś czas musiałam sięgać po paski wybielające, które pomagały utrzymywać mi ich nienaganną czystość i biel. 

Dużo czasu spędziłam na różnych blogach i forach zanim zdecydowałam się na zakup. Nie ukrywam, że bałam się zawieść,bo jednak za szczoteczki soniczne trochę trzeba zapłacić. Po długim namyśle zdecydowaliśmy się z mężem wybrać szczoteczki firmy meriden. Dla męża zamówiliśmy wersję szczoteczki SMART, która posiada trzy programy szczotkowania, ma dwa zegary odmierzające czas mycia zębów i można ją wygodnie ładować poprzez kabel USB, a ja, że jestem największą gadżeciarą  i chciałabym wszystko przetestować to wybrałam wersje PROFESSIONAL, która ma aż pięć trybów szczotkowania, automatyczny zegar i przepiękne przenośne opakowanie dzięki któremu możemy szczoteczkę zabrać wszędzie dla siebie.  
Do naszych szczoteczek postanowiliśmy również kupić wersję KIDDY dla naszego synka - i tutaj właśnie miałam największe obawy, ponieważ Natan bardzo bał się szczoteczek elektrycznych i nie chciał nimi myć ząbków... miał swoją manualną i do żadnej innej nie chciał się przekonać, ale...

Kiedy już przyszła paczka to cała nasza trójka po pierwszym myciu była bardzo zadowolona. Synek bez problemu przekonał się do nowej szczoteczki, która przy myciu bardzo fajnie się podświetla - co zachęca mojego urwisa do szczotkowania i delikatnie drga. Nareszcie nie muszę pilnować za każdym razem i doczyszczać jego ząbków za niego! Jeśli macie dzieci to zapewne znacie ten ból!
Wersja SMART - co mogę powiedzieć więcej? Mąż jak to mąż - mówi, że szczoteczka dobrze myje, fajnie wygląda ( wybrał sobie czarną i co ma więcej mi powiedzieć? Więcej to ja się nawet nie spodziewałam haha. Za to ja o wersji PROFESSIONAL mogłabym się rozpisać na cały kolejny post, bo PO PIERWSZE - w końcu po każdym szczotkowaniu czuję, ze moje zęby są idealnie czyste! PO DRUGIE - już po kilku myciach zauważyłam wyraźną różnicę w bieli zębów, czym jestem najbardziej zachwycona, a PO TRZECIE - posiada gumowaną końcówkę, a przecież wiadomo, że higiena jamy ust to nie tylko zęby, ale również język i wewnętrzna strona policzków. No i wygląd, fajne pudełeczko, można wszędzie je zabrać... kobiety mnie zrozumieją :)

Teraz jedyne czego żałuje - to, że nie kupiłam tych szczoteczek wcześniej. Człowiek kupuje czasami totalne bzdety, ale już na porządną szczoteczkę sobie żałuje. Po ponad miesięcznym użytkowaniu z czystym sumieniem mogę je Wam polecić! Jeśli nadal nie próbowaliście szczoteczek sonicznych, to rozważcie ich zakup.

Na koniec mam dla Was jeszcze jedną niespodziankę! Kilka dni temu postanowiłam napisać do firmy http://www.meriden.pl/ z informacją, że będę pisała o nich post - nie ukrywając, że będzie to post polecający, ponieważ jestem z nich zadowolona i zapytałam czy nie chcieliby podarować choć jednej szczoteczki moim obserwatorom... i odpowiedź bardzo mnie ucieszyła! Mam dla Was do rozdania dwie szczoteczki - jedną SMART i jedną szczoteczkę KIDDY
Dlatego już jutro na moim facebooku ruszy konkurs! 







Kochani!

Wszystkim bardzo dziękujemy za udział w konkursie! 
Podobało nam się naprawdę dużo odpowiedzi i dlatego postanowiliśmy
 nagrodzić nie dwie, a trzy osoby :)

Szczoteczka SMART wędruje do Pani Sylwii Polasik, która oczarowała nas 
swoją wierszową przeróbką pewnej reklamy! :)

Szczoteczka KIDDY wędruje do jednej ze stałych i wiernych obserwatorek bloga, która 
szczoteczkę pragnie podarować siostrzeńcowi - Pani Kinga Kalinowska  :)

oraz kolejną dodatkową nagrodę - szczoteczkę KIDDY  otrzymuje 
Pan Maciej Kujawa, który szczoteczkę przekażę swojemu synkowi!



Wszystkim zwycięzcom serdecznie gratulujemy i życzymy miłego użytkowania!

Dla  tych, którym nie udało się zdobyć nagród - wysyłamy uśmiech i informację, że to jeszcze nie ostatnia taka akcja z marką MERIDEN! 
Trzymamy kciuki za Wasze powodzenie w nadchodzących konkusach!

50 dni do nowej siebie, wchodzisz w to?

czwartek, 30 sierpnia 2018

in


XXI wiek - totalnie wyidealizowany świat i pełna gonitwa za nieistotnymi rzeczami.
Każda z nas chce być perfekcyjna pod każdym względem, ale większość z nas nie patrzy na to co najważniejsze, bo oczywiście fajnie jest mieć jędrną pupę i płaski brzuch, ale dlaczego w drodze do IDEAŁU - nie zwracamy uwagi na swoje wnętrze?
Katujemy się dietami cud i męczymy ćwiczeniami, które mają za zadanie jak najszybciej nas wyszczuplić i uszczęśliwić... a dlaczego nie spojrzymy na to inaczej?
Długoterminowe i dopracowane cele dają nam zdecydowanie fajniejsze efekty i to nie tylko te zewnętrze, ale przede wszystkim wewnętrzne - takie, które pozwalają nam na siebie spojrzeć z zupełnie innej strony.
Chociaż raz w życiu spróbuj podejść do tego zupełnie inaczej. Usiądź, pomyśl i ZAPISZ - co chcesz osiągnąć czy zmienić, ale koniecznie połącz kilka rzeczy w jeden długoterminowy cel zamiast rzucać w myślach szybkie i puste CHCE SCHUDNĄĆ 5 KILOGRAMÓW... Ja rozumiem, ze każdy wolałby jak najszybciej osiągnąć cel i mieć spokój, ale nie tędy droga, bo tak samo szybko utracimy efekty i znów znajdziemy się w dołku, ze smutkiem na twarzy.
Dlatego ustal cel, który przybliży Cię do samej siebie, przybliży  do realizacji marzeń, ale też pozwoli osiągnąć zdecydowanie więcej, taki który rozwinie Cię również wewnętrzne i usatysfakcjonuje w pełni.
Na przykład taka ja... zawsze chciałam schudnąć i schudłam 14 kg, biegałam, ćwiczyłam, jadłam zdrowo, ale po osiągnięciu celu wciąż nie potrafię biegać  a wiecie dlaczego? Dlatego, ze bieganie uważałam, że coś co muszę robić by schudnąć, nie za marzenie, nie chciałam nauczyć się biegać, chciałam spalać kalorie i to był mój błąd. Po ponad roku ja wciąż nie jestem w stanie przebiec kilku kilometrów bez zatrzymywania się i zastanawiam się - dlaczego byłam tak głupia? Przecież przez ostatni rok mogłam osiągnąć zdecydowanie więcej jeśli tylko byłabym na tyle mądra by nie iść na skróty.

Dlatego teraz  przez najbliższe 50 dni będę uczyła się stawiać sobie cele na nowo. Cele, które w jakiś sposób będą się ze sobą łączyły. Chcę konsekwentnie iść jasno określoną przez siebie drogą. Dobrze przemyślaną i zaplanowaną. Chce nauczyć się ŻYĆ BARDZIEJ, żyć dla siebie, spełniać się jeszcze mocniej. 50 dni do nowej siebie. 5 małych kroczków w stronę marzeń. Kilka małych rzeczy, rytuałów i zmian. DLA SIEBIE. Kilka rzeczy z których rozliczę się po tym czasie sama ze sobą, z których mam nadzieję będę mogła być dumna, bo nie ma cięższej i bardziej satysfakcjonującej pracy niż praca nad samym sobą.

Zrób coś dla siebie, spróbuj. To mogą być małe rzeczy, ale z czasem
 staną się bardzo ważne.
Wchodzisz w to? 
Mam ogromną nadzieję, że tak!




Kosmetyczni ulubieńcy #1

czwartek, 19 lipca 2018

in





Pisałam ostatnio, że zdecydowanie zakładka urodowa 
na tym blogu została totalnie zaniedbana, dlatego postanowiłam coś z tym zrobić.

Kosmetyki kocham całym swoim sercem i ten kto mnie zna - wie, że wszystko muszę przetestować co tylko stanie na mojej drodze, nieważne czy są to kosmetyki pielęgnacyjne 
czy kolorowe - wszystkie muszę je mieć! 
Często jest też tak, że kupuje i rzucam w kąt, dlatego jeśli o czymś mówię - to znak, że jest to produkt wart uwagi.
  Kolorówka to moja ślepa miłość i tutaj faworytów mam naprawdę sporo, dlatego na pierwszy rzut pokaże Wam moje ulubione kosmetyki do pielęgnacji, które kupuję już któryś raz z kolei. Ciekawa czy u was też dobrze się na  sprawdzają. 
To co, zaczynamy?



NUMER 1
Zacznę od produktów które odkryłam dość niedawno, bo w kwietniu i które pokochały... moje włosy, a są to cudeńka od marki Tresemme - szampon i odżywka do włosów zniszczonych Biotin+ Repair 7 z biotyną i kompleksem Pro-Bond. Przyznaje, że to moje pierwsze w życiu produkty do włosów, które kupuję tak długo regularnie. Jeszcze tak niedawno - miesiąc w miesiąc gdy kończył mi się szampon chodziłam godzinami po drogerii w poszukiwaniu "tego najlepszego" który zadowoliłby mnie chociażby w 80%. Ten zestaw trafił w mój gust idealnie - zapach i miękkość włosów po kąpieli to totalne mistrzostwo. Od kwietnia zauważyłam też, że zaczęły baaardzo szybko rosnąć mi włosy, nareszcie! Jeśli jeszcze nie testowałyście to pamiętajcie o nim przy najbliższych zakupach, ja ostatnio w rossmannie kupiłam w promocji (14.99) 3 opakowania na zapas!

NUMER 2 
Tu napiszę krótko, bo o balsamach nie lubię się rozpisywać. Jestem jedną z tych osób, które do regularnego smarowania ciała muszą być przymuszane... Dlatego też, jeśli ja zaczęłam regularnie balsamu używać to musi znaczyć, że ten musi być baardzo dobry. Jakiś czas temu w promocji dorwałam ujędrniające MLECZKO DO CIAŁA nivea Q10 Plus, nie będę ukrywać, że zachęciła mnie naklejka "efekty widocznie po 10 dniach" ( tak tak wiem, reklama zadziałała haha ) ale postanowiłam te 10 dni z tym mleczkiem wytrzymać i wiecie co? Zostało ze mną na dłużej, choć w to reklamowane ujędrnienie nie bardzo wierze - tak polubiłam efekt niebiańsko gładkiej i nawilżonej skóry, od kiedy zaczęłam go używać to jakoś tak bardziej polubiłam moje nogi ( a w szczególności uda ) Po 10 dniach nogi zaczęły wyglądać zdecydowanie lepiej i najlepszym dowodem były pochwały lubego, bo kto jak nie on najlepiej to oceni? 
Jeśli tak samo jak ja jesteście za leniwe na te wszystkie kremowania to spróbujcie, może i Was ten balsam zachwyci.

NUMER 3 
To mój produkt wszech czasów, tak oczywiste jest każde uzupełnienie jego braku, że sama w to nie dowierzam.   Batiste, XXL Volume, spray natychmiast zwiększający objętość. Powiem tylko tyle. Działa i to na tyle dobrze, że większość ludzi zachwala objętość i ilość moich włosów a jest ich niestety nie tak wiele jak bym chciała.Nawet nie liczę już ile opakowań zużyłam i wiem, że to nie tylko mój musthave, Monia - jeśli to czytasz to dziękuję Ci kochana za polecenie :*

NUMER 4 
Przy 4 muszę jednak wrócić jeszcze do tematu gładkich nóg. Przetestowałam już wosk, najlepszy depilator i mnóstwo kremów. Jednak nic nie daje takiego efektu jak maszynka, choć i ona ma kilka minusów, w tym jeden najgorszy... znasz ten moment gdy chcesz założyć kieckę, czy krótkie spodenki a nagle okazuje się, że Twoje nogi są całe w czerwonych kropkach? Ja niestety tak. Niewiele produktów u mnie ten problem niweluję. Od jakiegoś czasu bardzo polubiłam się z kremem do golenia Eos, to produkt, który używam w baardzo dużych ilościach, nogi są po nim super gładkie  i pięknie nawilżone. Ja w szczególności polubiłam się z zapachem Pomegranate Raspberry oraz Lavender Jasmine. 

NUMER 5
Były już kosmetyki do włosów, były do ciała, czas na twarz!  Tutaj akurat jestem nieco bardziej wybredna, ale znalazł się też i produkt z którym się nie rozstaje, a jest to peeling oczyszczający Loreal Skin Expert Rare Flowers. Używam go praktycznie codziennie od ponad roku. Zazwyczaj kupuję go w biedronce za całe 9.99zł i jestem od niego uzależniona. Uzależniona na 100%,bo mam wrażenie, że co zakupy to słyszę od męża "przecież dopiero co go kupowałaś", "kolejnyyyy", "już zużyłaś? chyba lejesz go litrami!" Prawda jest taka, że używam go do twarzy, do kąpieli, do nóg przed depilacją. Uwielbiam go. Jak już się na coś uprę to tak to własnie wygląda...


No dobra, jeszcze kilka produktów mogłabym tu wymienić, ale te chcę już zostawić i stworzyć z nich 
całą serie  i być może będę te produkty segregowała? 
Na kategorie, firmy? Co sądzicie?
 Jak podoba się Wam taki pomysł? 
Koniecznie dajcie mi znać! ;)






Nareszcie mogę Wam TO powiedzieć...

wtorek, 19 czerwca 2018

in


Istnieją w życiu chwile w których trzeba się wyciszyć, odejść na bok by móc wziąć głęboki wdech i pobyć samemu ze sobą. Jak nigdy wcześniej potrzebowałam właśnie tego. Potrzebowałam odseparowania, zresetowania, przewartościowania wielu kwestii i choć brzmi to może nie do końca radośnie to ten czas był dla mnie naprawdę dobry.
 Wiele nauczyłam się na nowo, przestałam gonić i doceniłam to co najważniejsze. Te wszystkie wydarzenia o których pisałam w poprzednim poście bardzo mnie wzmocniły, teraz śmiało mogę powiedzieć, że jestem silniejsza, bardziej uważna i świadoma.

 Nareszcie mogę Wam to powiedzieć... WRÓCIŁAM, jestem i nic mnie nie złamię. 
Z podniesioną głową i uśmiechem na twarzy wracam do tego co kocham najbardziej. Do blogowania. Po długim czasie, który niekoniecznie mi sprzyjał - nadchodzi wiele pozytywów. Dostałam pracę, która pozwoli rozwinąć mi skrzydła również w kwestii blogowania co niezmiernie mnie cieszy. 
Fajnie jest móc robić coś co się kocha, fajnie jest móc rozwijać swoją pasję, fajnie jest uczyć się nowych rzeczy. Skorzystam na tym nie tylko ja, bo i dla Was będę miała dużo ciekawych rzeczy. Druga połowa roku będzie NASZA! 
Dziękuję za to, że jesteście. Za piękne i wzmacniające komentarze, wiadomości. Przez ostatnie 1,5 roku zebrałam tu ogrom cudownych ludzi.
Dziękuję, że jesteście <3




Przez to wszystko... straciłam motywację

piątek, 6 kwietnia 2018

in



Poprzedni rok był dla mnie wyjątkowo łaskawy, upłynął szybko i przyjemnie, bez większych problemów i z wiecznym uśmiechem na twarzy. Układało się wszystko, za to ten ledwo się zaczął a już sprawił, że wylałam morze łez. Jak zaczęło się sypać z początkiem roku, tak było tylko gorzej. Wszystko mnie dosłownie przerosło i przygniotło, zrezygnowałam z siłowni... zamknęłam się w czterech ścianach mojego mieszkania a później? Później było tylko gorzej.
Piszę o tym dopiero teraz, ponieważ wiem, że jestem już na samym końcu mojej walki, jestem w momencie w którym postanowiłam się otrząsnąć i iść do przodu, co by się nie działo - zamykam stary rozdział i walczę, WALCZĘ O SIEBIE.
Wiele razy pisałam Wam o motywacji, nie tylko o tym jak jest ważne by był ktoś obok, ale i o tym, że trzeba ją mieć przede wszystkim w sobie. Motywowałam, działałam i czerpałam z tego ogromną siłę i  przyjemność aż nagle sama znalazłam się w miejscu, z którego nie mogłam znaleźć wyjścia.
Zgubiłam się i załamałam... nie jestem osobą, która podczas problemów potrafi czerpać z nich siłę. Natłok przykrych wydarzeń sprawił, że oddaliłam się od czegoś co tak bardzo kocham. Przestałam pisać posty, wrzucałam tylko te zaplanowane wcześniej. Coś co mnie wcześniej motywowało i ciągnęło do przodu - zaczęło sprawiać gdzieś tam w środku ogromny ból. Przestałam ćwiczyć, zaczęłam jeść byle co, nie zwracając na nic uwagi. Przytyłam jakieś 3-4 kilogramy, ale to nie to było najgorsze... najgorsze było to, że nie potrafiłam czerpać przyjemności z życia. ,Myślałam, że jak rzucę to wszystko czym żyłam wcześniej to będzie łatwiej, ale nie... obudziłam się któregoś dnia i stwierdziłam, że jestem przez to jeszcze bardziej nieszczęśliwa, Wcale mi nie ulżyło.
 Nie miałam siły ani motywacji, dlatego wolałam chwilowo zniknąć niż na siłę pokazywać jaka to nie jestem szczęśliwa.
Zakładając bloga przyrzekłam  sobie, że będę sobą w 100% i nigdy nie będę pokazywała zakłamanego świata. Nie zawsze jest w życiu idealnie i kiedy coś się u mnie  spieprzy - nie chce na siłę pokazywać uśmiechniętej buzi.
Musiałam odpocząć. Ostatnie 3 miesiące dały mi porządnie po tyłku, Najpierw moje marzenia rozsypały się w ciągu kilku chwil i musiałam od nich odejść bez pożegnania, później straciłam bardzo ważną osobę w moim życiu. Uwierzcie, że nawet najsilniejszy człowiek w takim momencie poczułby się słaby a ja... ja w takim momencie dowiedziałam się o pewnych problemach zdrowotnych i posypałam się kompletnie. Nie ma chyba nic gorszego niż takie informacje w momencie, w którym i tak już nasza psychika jest słaba, ale chyba tak już musiało być, bo właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie warto tracić czasu i się załamywać.
 Nie warto tracić czasu na smutek, na złe chwile.
Nie warto dawać się ciągnąć w dół.
 Życie płata figle i tak już będzie zawsze. Trzeba być silnym i czerpać z każdego dnia tyle ile się da. Cieszę się, że to mnie obudziło.
 Nawet teraz, kiedy piszę ten post... jest mi zdecydowanie lżej.
Kocham ten stan, kocham przelewać  na bloga to co jest w mojej głowie, kocham się z Wami tym dzielić. Mam nadzieję, że następnym razem, kiedy wydarzy się coś co mnie załamie - wrócę do tego wpisu i znajdę w nim siłę.











Spodnie Cropp
Sweterek Only
Buty Adidas
Zegarek Gino Rossi
Torebka Ariella

Produkty 0 kcal w diecie - tak czy nie?

wtorek, 27 marca 2018

in



Wielu ludzi zastanawia się nad włączeniem produktów 0 kalorii do swojej diety. Przeszukując internet możemy spotkać wiele skrajnych opinii. Zastanawiacie się jak to jest naprawdę? Czy produkty, które nie posiadają kalorii wyrządzą więcej krzywdy niż dobrego? Postaram się przedstawić Wam moje stanowisko na ten temat. 
Zacznijmy więc od tego, że te produkty nie są oczywiście zdrowe, ale jeśli będziemy używać ich z głową, nie zaszkodzą nam a wręcz przeciwnie - pomogą uprzyjemnić nam okres redukcji wagi. 
Wszystko co spożyjemy w nadmiarze potrafi zaszkodzić, nawet witaminy! Dlatego we wszystkim trzeba znać umiar. Jeśli kupisz kilka sosów bez kalorii z zamiarem używana ich jako dodatku do zdrowych i zbilansowanych posiłków to dlaczego mają Ci te sosy zaszkodzić? No chyba, ze ktoś kupuje sos o pojemności 320 ml  z zamiarem spożycia go jednorazowo bądź jako zamiennik normalnego posiłku... wtedy faktycznie taki sposób odżywiania może nam zaszkodzić. 
Ja z produktów nie posiadających kalorii używam wszelkich smakowych sosów oraz smakowych kropelek That's the Flovour Drops, których używam do nadania smaku babeczkom czy dodaje kilka kropelek o smaku czekolady do kawy raz na jakiś czas. 
Stosując te produkty w rozsądnych ilościach nie musimy martwić się o nasze zdrowie. Ja wiem, że wszyscy przeciwnicy zawsze będą krzyczeć najgłośniej. ale mnie osobiście śmieszą komentarze ludzi, którzy zwracają mi uwagę na fakt, że swojego zdrowego omleta polewam sosem 0 kcal a sami na co dzień odżywiają się samym cukrem i tłuszczem.
 Moim zdaniem lepiej jest sobie uprzyjemnić zdrowy posiłek odrobiną sosu bez kalorii niż jeść coś co nam kompletnie nie smakuje,bo tym sposobem bardzo szybko porzucimy nasze postanowienia, W moim przypadku takie produkty wpływają na mnie bardzo dobrze, nie muszę rezygnować całkowicie ze słodkiego smaku i potrafię się cieszyć swoją dietą a spokój psychiczny jest dla mnie najważniejszy.
Osobiście mogę polecić produkty firmy Sport Definition - znajdzie u nich dużo fajnych dodatków w wielu smakach, a ich sosy są naprawdę pyszne, czekoladowy jest zdecydowanie pyszniejszy od takiego zwykłego sosu. 
Pamiętajcie - wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko znać umiar.
 Spróbujcie i przekonajcie się sami, jednemu nie posmakują a drugi nie będzie sobie wyobrażał bez nich diety, ale o tym musi zadecydować przekonując się na własnych kubkach smakowych :)





wszystkie produkty ze zdjęcia zakupicie na 
www.bodypak.pl

* przepis na pancakes z sosem czekoladowym 0 kcal znajdziecie tutaj