Jak schudłam 10 kg bez wyrzeczeń ?

czwartek, 2 lutego 2017

in

Temat odchudzania nie jest łatwy, nie jedną miałam próbę walki, ale zawsze kończyło się tak samo. Po miesiącu "diety" rzucałam wszystko stwierdzając, ze wcale nie jest aż tak źle... a w rzeczywistości czułam się ze sobą bardzo źle. 

Moja ostatnia taka nieudolna próba była we wrześniu od 1 do  30 września trzymałam tzw czystą michę, podjęłam wyzwanie -ZERO SŁODYCZY I CUKRU i udało się, chodziłam dumna jak paw odliczając każdy dzień bez słodyczy, ale przyszedł październik i mój zapał spadł do minimum, cały  październik nie chciało mi się ćwiczyć i znowu pozwalałam sobie na naprawdę ciężkie jedzenie, ale obiecałam sobie jedno, że od listopada podejmuję się ostatni raz walki o zrzucenie kilogramów i że niczego sobie z góry nie zakładam. 
Wtedy pierwszy raz przyszły mi do głowy myśli, że tak naprawdę nie powinnam myśleć o diecie jako o tymczasowym okresie a o zmianie stylu życia, bo przecież jak po tym jak zrzucimy kilka kilogramów i nagle znowu zaczniemy wcinać pizze i chipsy to kilogramy wrócą bardzo szybko a nie o to tutaj chodzi. 
W mojej głowie zadziało się coś co musi przyjść z czasem, co trzeba zrozumieć, bo bez tego całe odchudzenie nie ma sensu. Ja już nie chciałam jedynie się odchudzić a zmienić moje życie, moje nawyki i przyzwyczajenia. Chciałam zadbać o siebie i swoje zdrowie, bo co z tego, że we wrześniu spadło kilka kilogramów skoro już w październiku je nadrobiłam? No właśnie 

Także tak  jak sobie postanowiłam - tak zrobiłam
W listopadzie zaczęłam kolejny raz i już ostatni. Zaczęłam jeść racjonalnie, tak by zaspokoić moje zapotrzebowanie na białko tłuszcze i węglowodany a nie tylko ilość kalorii. 
Odstawiłam syf, który był wcześniej u mnie na porządku dziennym, bo  potrafiłam wypić po 2-3 energetyki dziennie, odstawiłam napoje słodzone i zaczęłam więcej pić wody i zielonej herbaty, ale nie zabraniałam sobie wszystkiego - kiedy mam ochotę na ciastko to je zjem, ale wszystko wliczam do dziennego bilansu, który staram się trzymać na jednym poziomie. 
Jem to co lubię i chudnę, nie zmuszam się do czegoś czego nie jestem w stanie przełknąć tylko dlatego, że to jest FIT i zdrowe . Zrozumiałam, że sposób żywienia ma być stylem życia a nie tymczasową katorgą! 
W połowie listopada czułam się świetnie, szło mi bardzo dobrze - nie chodziłam głodna, jadłam same pyszności a co sobota pozwalałam sobie nie liczyć kalorii i zjeść coś na co miałam ochotę a nie było do końca zdrowe. 
Postanowiłam, że zapiszę się na siłownię, ale nie narzucałam na siebie super szybkiego tempa by to nie był jak zwykle mój pierwszy i ostatni karnet. 
Chodziłam tam 3 razy w tygodniu i robiłam ćwiczenia, które lubię a nie muszę i to był strzał w 10! 
Kolejny karnet w grudniu kupowałam już z uśmiechem na twarzy, bo nie robiłam tego dlatego, że muszę, bo chcę schudnąć - a dlatego, że naprawdę polubiłam aktywność fizyczną 
Zaczęłam powoli dodawać ćwiczenia, zwiększać delikatnie ciężar i szło super, oczywiście w dalszym ciągu jedząc w taki sposób by dzienny bilans kaloryczny pozostawał ujemny.
Nie słyszałam już w domu jak zwykle " idź na tą siłownie, po co karnet kupiłaś" a zaczęłam słyszeć "znowu idziesz?" 
Kilogramy i centymetry leciały a ja miałam coraz lepsze samopoczucie. Zaczęłam słyszeć od bliskich, że super wyglądam, że widać zmiany, to dawało mi kopa. 
Chciałam więcej i więcej i tak do końca stycznia udało mi się zrzucić 10 kg! 
Jak dla mnie jest to już bardzo poważny wynik, aktualnie zostały mi jeszcze 3 i koniec, jedno co najbardziej mnie cieszy to to. że mam nowe nawyki, że do każdego posiłku jem mnóstwo warzyw - które wcześniej mogły by dla mnie nie istnieć. Nie zamierzam już wrócić do starych nawyków.
Wstaje rano i jem pyszne i pożywne śniadanie a nie pączka i jogurt "owocowy" na obiad zawsze mam dużo warzyw mięsko i różne kasze, ziemniaki, makarony a nie tłusty kawałek pizzy. Czuję się dużo lepiej i lżej, minęły migreny i co najważniejsze  polubiłam swoje odbicie w lustrze. Zamiast oglądać codziennie bezsensowy serial, robię coś dla swojego ciała i pędzę na siłownię. Lubię to.

Wiem, że dużo osób interesuje co dokładnie jadłam dlatego napiszę moje przykładowe posiłki poniżej. Celowo nie wstawiam ilości i kalorii, bo każdy z nas ma inne zapotrzebowanie.
Ja staram się jeść 3-4 posiłki i z taką ilością czuję się najlepiej. Nie dałabym rady i męczyła sie pilnując by było ich 5-6 w równych odstępach czasowych 

Śniadanie ; 










Obiad:



        






Kolacja:




Drugie śniadanie / podwieczorek :

Zazwyczaj jakiś owoc / koktajl / kanapka 




Wymiary przed i teraz 

waga           63,0   -   52,5
brzuch         92     -   77
talia            77     -   67
uda             59     -   54
łydka          35     -   32
biceps        33     -   27


Myślę, że warto podejść do zrzucenia kilogramów z głową, nie biorą się one z powietrza, tylko są skutkiem tego w jaki sposób się odżywiamy. Czasami wystarczy zmienić kilka przyzwyczajeń a czasami wywrócić życie do góry nogami . 
Przemyśl czy do szczęścia bardziej jest Ci potrzebny kubełek KFC czy uśmiechnięta twarz i uczucie spełniania. 







4 komentarze :

  1. Wszystko na talerzu wyglada apetycznie :) fajnie jak by były całe przepisy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość przepisów na te Dania jest na blogu :) wystarczy zerknąć na zakładkę zdrowe jedzenie :)

      Usuń
  2. Gratulacje, oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń