Pielęgnacja stóp kosmetykami Scholl - stopy biegacza

sobota, 25 lutego 2017

in


Zeszłego lata zaczęłam biegać, na początku były to bardzo małe dystanse, bo zaledwie 3 km, czasami 4, ale kiedy bieganie wciągnęło mnie bardziej i kilometrów przybywało... zaczęły pojawiać się pierwsze problemy. Bieganie ma mnóstwo zalet i nie jestem tu po to aby odradzać a wręcz przeciwnie, ale kiedy biegamy - nasze stopy cierpią i potrzebują dużo więcej uwagi i pielęgnacji. Pojawiają się na nich liczne odciski i zgrubienia co nie wygląda dobrze a nawet czasami boli. Pewne jest, że dobrze dobrane buty zmniejszają ryzyko pojawiania się takich problemów, ale nigdy nie wyeliminuje go do końca. 
Przez pierwsze miesiące próbowałam się ratować skarpetkami złuszczającymi naskórek, ale nie zawsze one zdawały egzamin ponieważ nie możemy ich użyć  kiedy na stopach mamy otarcia czy rany a jak wiadomo przy bieganiu takie rzeczy zdarzają się dość często. 
Wiele osób polecało mi produkty firmy Scholl  więc postanowiłam zakupić i przez jakiś czas je po testować. 

Na początek wybrałam kilka produktów, które wydawały mi się najbardziej przydatne, takie jak :

- pilnik na pękające pięty 
- antyperspirant w sprayu 
- nawilżający krem do stóp i paznokci
- elektroniczny pilnik 


Nie ukrywam, że elektronicznego pilnika byłam ciekawa od dawna, a że przyszła okazja i mąż nie wiedział co mi podarować - postanowiłam nareszcie go wypróbować. 
Wszystkie produkty okazały się bardzo trafione, jednak żałuję zakupu ręcznego pilnika,  może nie dlatego, że sam w sobie jest zły, a dlatego, że  elektroniczny mi w zupełności wystarcza. Choć jeśli nie macie możliwości kupić elektronicznego ze względu na cenę to myślę, że ten do pięt też się sprawdzi. Elektroniczny jest bardzo wygodny i co najważniejsze nie namęczymy się jak przy zwykłym pumeksie czy tarce. Nie znoszę ręcznego piłowania i głównie to był powód by sięgać po skarpety złuszczające.
Kiedy nasze stopy są szczególnie narażone - trzeba pamiętać o CODZIENNEJ pielęgnacji.  Niestety krem nałożony raz w tygodniu nie zda egzaminu i trzeba robić to po każdej kąpieli, ale jeśli już poświęcimy im kilka minut dziennie to mimo biegania będą wyglądać pięknie. Warto dodać, że przy bieganiu paznokcie u stóp trzeba mieć zawsze krótko obcięte, zapobiegniemy wtedy wrastaniu. 

Czy polecam te produkty? Zdecydowanie tak, na pewno odczujemy wielką różnicę czy biegamy czy też nie... warto je mieć :)  

Słyszałam również o skarpetkach do biegania. ale nie miałam okazji ich sprawdzić i zastanawiam się nad zakupem. Wy ich używaliście? Jeśli tak to napiszcie w komentarzu czy warto, czy pomagają czy jednak to produkt przereklamowany? Jeśli tak to będę wdzięczna za podanie firmy - chętnie sprawdzę je na sobie :) 






Pączki w wersji mini - mięciutkie i puszyste jak u babci!

wtorek, 21 lutego 2017

in


Co roku robię pączki, zawsze robiłam te z nadzieniem, ale wczoraj miałam ochotę na takie  mini pączusie bez żadnego nadzienia, idealne do kawki... Te są przepyszne i w dodatku robi je się zdecydowanie łatwiej. Jeśli zabierasz się do nich po raz pierwszy - ten przepis będzie dla Ciebie idealny :)
Ja robiłam je po raz pierwszy mając 15 lat 



Do przygotowania potrzebujemy :
(na około 20-25 szt)

250 g mąki pszennej
18 g świeżych drożdży
125 ml mleka
- 3 żółtka
- 20 g cukru zwykłego
- 10 g cukru waniliowego 
- 50 g masła 
- szczypta soli 
- 1 l oleju bądź smalcu
*wszystkie składniki należy wcześniej wyjąć z lodówki,  by miały tą samą temp.


Sposób przygotowania:


    1. Do miski przesiać mąkę, dodać pokruszone drożdże, podgrzane mleko i żółtka. Mieszamy do momentu aż składniki się ze sobą połączą
    2. Następnie dodajemy cukier i szczyptę soli oraz pokrojone na małe kawałki masło.
    3. Teraz dokładnie wyrabiamy ciasto, najlepiej ręcznie - przez około 15 minut. Do momentu aż będzie elastyczne, gładkie i jak to mówi moja babcia aż "ręce będą czyste" W razie potrzeby możemy podsypać mąką, ale nie dużą ilością. 
    4. Wyrobione ciasto odkładamy do miski na godzinę przykrywając ściereczką, powinno ono potroić swoją objętość.
    5. Kiedy ciasto urośnie formujemy z nich małe kuleczki, każda ok 25-30 g i odkładamy na stolnicę podsypaną mąką, na koniec przykrywamy gotowe kuleczki ściereczką i czekamy ok 30 min do wyrośnięcia.
    6. W między czasie w garnku podgrzewamy tłuszcz do 170 stopni C
    7. Po 3 pączki wrzucamy do oleju i smażymy około 2 minuty. Gotowe wykładamy na ręcznik papierowy
    8. Przestygnięte pączki obsypujemy cukrem pudrem i gotowe 
    SMACZNEGO!










    Inny Wymiar - kuchnia i bar

    środa, 15 lutego 2017

    in


    W ten weekend miałam okazję razem z mężem odwiedzić restaurację  Inny Wymiar - kuchnia i bar. To właśnie tam spędziliśmy wieczór celebrując tegoroczne święto zakochanych.
     Szukając w internecie miejsca gdzie możemy dobrze zjeść - natchnęłam się na bardzo przychylne opinie o podpłomykach... Zdecydowaliśmy, że musimy ich spróbować! To właśnie one trafiły na nasze talerze jako przystawka, wybraliśmy podpłomyk z jajem, boczkiem i ogórkiem kiszonym. Przyznaje szczerze - to danie skradło moje serce! I to dla tego specjału mam zamiar tam wrócić jeszcze nie raz... 
    Zaskoczyła mnie również bardzo miła akcja walentynkowa "Niech połączy Was Inny Wymiar" czyli drink dla dwojga za pocałunek i to jeszcze nie koniec - bo za każdy check-in na FB bądź IG z hasztagami #wspolnywymiar #innywymiar dostajemy przepyszny deser. Czy moglibyśmy trafić lepiej? My w tym miejscu się zakochaliśmy i myślę, że jeśli mieszkacie w okolicach Warszawy to powinniście  odwiedzić restaurację Inny Wymiar  - wystrój, atmosfera jak i jedzenie jak najbardziej na plus i co najważniejsze nie wydacie na taki wieczór fortuny, bo ceny są bardzo przystępne. Jeśli już tam będziecie to pamiętajcie o podpłomykach, które naszym zdaniem nieskromnie powiem, że są mistrzostwem świata!








    Jak podejść do diety by osiągnąć sukces?

    środa, 8 lutego 2017

    in
    Jeśli jesteś tutaj nie po raz pierwszy to zapewne wiesz, że ja osiągnęłam swój sukces. Schudłam już 11 kg - jednak to okazało się być niewystarczające i próbuje postarać się o kolejne 2 - 3 kilogramy na minusie co idzie o wiele wolniej, ale wcale nie oznacza, że trudniej. Jeśli jesteś na początku swojej drogi i wciąż szukasz odpowiedzi na pytanie JAK SZYBKO zrzucić kilka zbędnych kilogramów to jesteś zdecydowanie na złym etapie. Po pierwsze - nie możemy z góry zakładać w jakim czasie i ile chcemy zrzucić. To bardzo indywidualna kwestia i zależy od wielu czynników między innymi od wagi startowej, osoba, która do zrzucenia ma kilkadziesiąt kilogramów pierwsze 10 zrzuci prawdopodobnie bardzo szybko, a u osoby, która do zrzucenia ma tylko te dziesięć - będzie musiała poświęcić na redukcję większą ilość czasu. Po drugie - nie da się szybko zrzucić wagi i wrócić do poprzedniego stylu życia bez powrotu kilogramów czyli bez tzw efektu jojo Po trzecie - wprowadzając z dnia na dzień wielkie kroki dotyczące diety spowodują, że prawdopodobnie jeszcze szybciej się zniechęcisz i porzucisz swoje postanowienia.
    Przy redukowaniu wagi najważniejsze jest podejście i to byś sam ze sobą potrafił przeanalizować dlaczego dodatkowe kilogramy przybyły i nie chcą zejść. Najczęściej sami nie zdajemy sobie sprawy jak wielką nadwyżkę kalorii spożywamy jedząc produkty zawierające cukier. Często spotykam się ze stwierdzeniem, ze "dodatkowe kilogramy np po ciąży nie chcą zejść, bo moja mama... babcia czy ktoś tam jeszcze miał tak samo", "mam grube kości" itp Zwykle nie widzimy swoich błędów patrząc na innych, bo skoro mojej koleżance kilogramy po ciąży "same" zeszły to dlaczego mi nie? No właśnie... Dlatego, ze najwidoczniej robisz coś źle, jesteś inną osobą o innych wymiarach i potrzebujesz zupełnie indywidualnie dobranej kaloryczności.
    Przestań patrzeć na siebie przez pryzmat innych ludzi. To, że Twoja koleżanka schudła włączając tylko bieganie - nie oznacza, że u Ciebie będzie tak samo.
    Jesteś wyjątkowy i to jak wyglądasz - zależy od Ciebie. Jeśli chcesz zadbać o swoje ciało i czuć się dobrze sama ze sobą to musisz odpowiednio do tego podjeść i będę powtarzała to zawsze. Musisz zmienić swoje nawyki na stałe! Nie na chwile lecz na całe życie. Jeśli teraz na kolacje jadasz np kilka bułek z serem, szynką i majonezem, na obiad schabowego i ziemniaki z okrasą a na "diecie" będziesz jeść mniej i zdrowiej - schudniesz, ale jeśli póżniej wrócisz do swoich starych nawyków - kilogramy wrócą jak bumerang i to jest oczywiste!
    .
    W całym tym odchudzaniu chodzi o to by znaleźć pewien sposób, sposób na zmiany i ich się nauczyć a już nigdy nie będziesz na żadnej diecie. Cieszę się, że powstała "moda" na zdrowy styl życia, dzięki niej i ja zrozumiałam, że sposób żywienia musi być na tyle prawidłowy by nie bawić się w wieczne głodówki a później objadanie. Nie tędy droga, ani nasze zdrowe ani ciało nigdy odżywiając się w ten sposób nie będą w dobrej kondycji.
    To wszystko jest naprawdę proste i prędzej czy później każdy do tego dojdzie, bo ile razy można wytrzymać katowanie się pseudo dietami?
    Przyznam, ze moje zmiany były bardzo ciężkie i na początku trudno było patrzeć na kogoś siedzącego obok zajadającego się schabowym, ale po jakimś czasie kiedy mój organizm przyzwyczaił się do lżejszych posiłków, nagle przestałam mieć ochotę na ciężkie dania i kiedy je na silę spożyłam czułam się bardzo źle. Okazało się, że wcale tego wszystkiego nie potrzebuję. Moim pierwszym krokiem było wyrzucenie z jadłospisu kolorowych, gazowanych i sztucznych napojów zawierających cukier. Nauczyłam się picia wody, zielonej i czerwonej herbaty.
    Jakiś czas temu złapałam się na tym, że nalałam sobie soku i zwyczajnie mi nie smakował, kiedyś piłam go litrami - teraz wydaje mi się, ze to sam cukier i nie jestem w stanie tego przełknąć.
    Założę się - czytasz ten post i też nie wierzysz, że mogą przestać smakować Ci wszelkie słodkie napoje, ale spróbuj a się zdziwisz. Wystarczy przez tydzień, dwa pić samą wodę - po tym czasie spróbuj swojego ulubionego napoju i poczujesz ile cukru on zawiera.
    Wcześniej nigdy bym nie pomyślała, ze ja będę pic wodę?! i przeżyje bez kilku energetyków dziennie?! A No własnie... Jednak się da, ale tylko powolutku, małymi krokami trzeba się przestawić i nauczyć zmian. To, że się uda jest pewne a reszta to tylko kwestia czasu. Nie narzucaj na siebie zbyt restrykcyjnych zasad, zacznij powoli. Małe zmiany, małe cele na każdy tydzień czy miesiąc. Cele, które nie będą tymczasowe. Z czasem zrozumiesz, ze to się opłaca. Po sobie wiem, ze tak naprawdę wszystko zaczyna się w głowie i wystarczy chcieć i właściwie sobą pokierować zamiast spędzać cenny czas nad użalaniem się. Czy będzie łatwo? Nie i nikt tego Ci nie obieca, ale będzie warto, uwierz w to.
    Spójrz... z czego możesz być bardziej dumny niż z własnego sukcesu? Zapanowaniem nad własnym organizmem - to Ty rozdajesz karty. Od Ciebie zależy jak wyglądasz.
    Tylko musisz to w końcu zrozumieć i zacząć działać Zacznij teraz a za kilka tygodni czy miesięcy wrócisz tu z zupełnie innymi przekonaniami.




    Dzień diety z cateringiem - Slim Way

    poniedziałek, 6 lutego 2017

    in

    Ostatnio wstawiłam post poświęcony firmie Slim Way, byliście bardzo ciekawi jak wygląda cały dzień, postanowiłam jednym z nich podzielić się z Wami. 
    Na zdjęciach znajdziecie 5 posiłków, w których znajduje się 1400 kalorii, może dla niektórych jest to mało, ale ja mam 156 cm wzrostu - poza tym zawsze dodatkowo wpada kawa z mlekiem i cukrem ( tak z cukrem, innej kawy nie wypiję) plus dodatkowy posiłek po treningowy, który robię sobie sama, 

    Posiłek który wymaga podgrzania zawsze jest dodatkowo oznaczony na pudełku. Wybrane dania można podgrzewać także bez problemu w mikrofali dzięki specjalnym opakowaniom. 
    Co tu więcej pisać? Zapraszam do przeglądania!
    Jak sami zobaczycie posiłki są naprawdę smaczne i dieta nie jest żadnym wyrzeczeniem. 
    Jak na razie najbardziej zaskoczyło i jednocześnie najbardziej smakowało mi ciasto - fasolnik <3 
    Istne cudo i będę musiała się postarać by je odtworzyć





























    Jak schudłam 10 kg bez wyrzeczeń ?

    czwartek, 2 lutego 2017

    in

    Temat odchudzania nie jest łatwy, nie jedną miałam próbę walki, ale zawsze kończyło się tak samo. Po miesiącu "diety" rzucałam wszystko stwierdzając, ze wcale nie jest aż tak źle... a w rzeczywistości czułam się ze sobą bardzo źle. 

    Moja ostatnia taka nieudolna próba była we wrześniu od 1 do  30 września trzymałam tzw czystą michę, podjęłam wyzwanie -ZERO SŁODYCZY I CUKRU i udało się, chodziłam dumna jak paw odliczając każdy dzień bez słodyczy, ale przyszedł październik i mój zapał spadł do minimum, cały  październik nie chciało mi się ćwiczyć i znowu pozwalałam sobie na naprawdę ciężkie jedzenie, ale obiecałam sobie jedno, że od listopada podejmuję się ostatni raz walki o zrzucenie kilogramów i że niczego sobie z góry nie zakładam. 
    Wtedy pierwszy raz przyszły mi do głowy myśli, że tak naprawdę nie powinnam myśleć o diecie jako o tymczasowym okresie a o zmianie stylu życia, bo przecież jak po tym jak zrzucimy kilka kilogramów i nagle znowu zaczniemy wcinać pizze i chipsy to kilogramy wrócą bardzo szybko a nie o to tutaj chodzi. 
    W mojej głowie zadziało się coś co musi przyjść z czasem, co trzeba zrozumieć, bo bez tego całe odchudzenie nie ma sensu. Ja już nie chciałam jedynie się odchudzić a zmienić moje życie, moje nawyki i przyzwyczajenia. Chciałam zadbać o siebie i swoje zdrowie, bo co z tego, że we wrześniu spadło kilka kilogramów skoro już w październiku je nadrobiłam? No właśnie 

    Także tak  jak sobie postanowiłam - tak zrobiłam
    W listopadzie zaczęłam kolejny raz i już ostatni. Zaczęłam jeść racjonalnie, tak by zaspokoić moje zapotrzebowanie na białko tłuszcze i węglowodany a nie tylko ilość kalorii. 
    Odstawiłam syf, który był wcześniej u mnie na porządku dziennym, bo  potrafiłam wypić po 2-3 energetyki dziennie, odstawiłam napoje słodzone i zaczęłam więcej pić wody i zielonej herbaty, ale nie zabraniałam sobie wszystkiego - kiedy mam ochotę na ciastko to je zjem, ale wszystko wliczam do dziennego bilansu, który staram się trzymać na jednym poziomie. 
    Jem to co lubię i chudnę, nie zmuszam się do czegoś czego nie jestem w stanie przełknąć tylko dlatego, że to jest FIT i zdrowe . Zrozumiałam, że sposób żywienia ma być stylem życia a nie tymczasową katorgą! 
    W połowie listopada czułam się świetnie, szło mi bardzo dobrze - nie chodziłam głodna, jadłam same pyszności a co sobota pozwalałam sobie nie liczyć kalorii i zjeść coś na co miałam ochotę a nie było do końca zdrowe. 
    Postanowiłam, że zapiszę się na siłownię, ale nie narzucałam na siebie super szybkiego tempa by to nie był jak zwykle mój pierwszy i ostatni karnet. 
    Chodziłam tam 3 razy w tygodniu i robiłam ćwiczenia, które lubię a nie muszę i to był strzał w 10! 
    Kolejny karnet w grudniu kupowałam już z uśmiechem na twarzy, bo nie robiłam tego dlatego, że muszę, bo chcę schudnąć - a dlatego, że naprawdę polubiłam aktywność fizyczną 
    Zaczęłam powoli dodawać ćwiczenia, zwiększać delikatnie ciężar i szło super, oczywiście w dalszym ciągu jedząc w taki sposób by dzienny bilans kaloryczny pozostawał ujemny.
    Nie słyszałam już w domu jak zwykle " idź na tą siłownie, po co karnet kupiłaś" a zaczęłam słyszeć "znowu idziesz?" 
    Kilogramy i centymetry leciały a ja miałam coraz lepsze samopoczucie. Zaczęłam słyszeć od bliskich, że super wyglądam, że widać zmiany, to dawało mi kopa. 
    Chciałam więcej i więcej i tak do końca stycznia udało mi się zrzucić 10 kg! 
    Jak dla mnie jest to już bardzo poważny wynik, aktualnie zostały mi jeszcze 3 i koniec, jedno co najbardziej mnie cieszy to to. że mam nowe nawyki, że do każdego posiłku jem mnóstwo warzyw - które wcześniej mogły by dla mnie nie istnieć. Nie zamierzam już wrócić do starych nawyków.
    Wstaje rano i jem pyszne i pożywne śniadanie a nie pączka i jogurt "owocowy" na obiad zawsze mam dużo warzyw mięsko i różne kasze, ziemniaki, makarony a nie tłusty kawałek pizzy. Czuję się dużo lepiej i lżej, minęły migreny i co najważniejsze  polubiłam swoje odbicie w lustrze. Zamiast oglądać codziennie bezsensowy serial, robię coś dla swojego ciała i pędzę na siłownię. Lubię to.

    Wiem, że dużo osób interesuje co dokładnie jadłam dlatego napiszę moje przykładowe posiłki poniżej. Celowo nie wstawiam ilości i kalorii, bo każdy z nas ma inne zapotrzebowanie.
    Ja staram się jeść 3-4 posiłki i z taką ilością czuję się najlepiej. Nie dałabym rady i męczyła sie pilnując by było ich 5-6 w równych odstępach czasowych 

    Śniadanie ; 










    Obiad:



            






    Kolacja:




    Drugie śniadanie / podwieczorek :

    Zazwyczaj jakiś owoc / koktajl / kanapka 




    Wymiary przed i teraz 

    waga           63,0   -   52,5
    brzuch         92     -   77
    talia            77     -   67
    uda             59     -   54
    łydka          35     -   32
    biceps        33     -   27


    Myślę, że warto podejść do zrzucenia kilogramów z głową, nie biorą się one z powietrza, tylko są skutkiem tego w jaki sposób się odżywiamy. Czasami wystarczy zmienić kilka przyzwyczajeń a czasami wywrócić życie do góry nogami . 
    Przemyśl czy do szczęścia bardziej jest Ci potrzebny kubełek KFC czy uśmiechnięta twarz i uczucie spełniania.